random:self

#000 – Mój stary to fanatyk Lispa

Przeróbka znanej copy-pasty pt. „Mój stary to fanatyk wędkarstwa” w wersji dla programistów parających się kodowaniem w dialektach języka Lisp.

Wersja nieocenzurowana utworu: random:self #000 (uncensored)

Mój stary to fanatyk Lispa. Pół mieszkania zaje###e nawiasami – najgorsze. Średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi symbol czy lambdę i trzeba wyciągać Garbage Collectorem. W swoim 22-letnim życiu już z 10 razy byłem odśmiecany. Tydzień temu poszedłem na jakiś losowy hackaton, to hostessa z recepcji, jak mnie tylko zobaczyła, kazała odpalać mainframe’a, bo myślała, że znowu będę implementował kółko i krzyżyk w rachunku lambda z typami i bez wartości stałych.

Druga połowa mieszkania zaje###a starymi „Bajtkami”, wydaniami specjalnymi magazynu „CHIP”, „LISP Magazine” i wydrukowanym fontem w rozmiarze 72 punkty podręcznikiem „Poczytaj mi Clojure”. Co tydzień ojciec robi objazd po wszystkich giełdach komputerowych w mieście i po bootcampach, żeby skompletować wszystkie lispowe tutoriale.

Byłem na tyle głupi, że nauczyłem go into Internety, bo myślałem, że trochę pieniędzy zaoszczędzimy na tych gazetkach, a jak kodzić się nauczy, to i klikać zacznie dla kogoś z Zachodu za niezłą kasę. Teraz nie dosyć, że je kupuje, to jeszcze siedzi na jakichś forach dla lisperów i kręci gównoburze z clojurianami o najlepsze wykorzystanie operatora punktu stałego itp. Potrafi drzeć mordę do monitora, albo wypie#####ć klawiaturę za okno. Kiedyś ojciec mnie wkurzył, to założyłem tam konto i go trolowałem pisząc w jego tematach jakieś losowe głupoty typu „najlepsze struktury danych są w PHP”. Matka nie nadążała z kompilowaniem jego bibliotek na uspokojenie. Aha, ma już na forum rangę CONS, za naje####e 10k postów.

Jak jest ciepło, to co weekend zapie####a do piwnicy. Od jakichś 5 lat w każdą niedzielę dostaję e-mailem linka do repo na GitHubie, a ojciec pie###li o zaletach multimetod i funkcji jako jednostek pierwszej kategorii. Jak się dostałem na studia, to stary przez tydzień pie#####ł, że to dzięki temu, że mam funkcyjne myślenie i mózg mi lepiej pracuje.

Co sobotę budzi ze swoim znajomym Mirkiem całą rodzinę o 4 w nocy, bo hałasują, pakując kości RAM-u i procki, zanim pojadą na hackaton, żeby im pamięci i mocy obliczeniowej na rekurencję starczyło.

Przy klikaniu w kompa zawsze pie####i o funkcjach i domknięciach. Za każdym razem temat schodzi w końcu na Polską Grupę Użytkowników Clojure. Ojciec sam się nakręca i dostaje strasznego bólu dupy: „durr, za mało uwalniają kodu, tylko kradno hurr”. Robi się przy tym cały czerwony, odchodzi od stołu klnąc i idzie czytać książkę Petera Norviga o paradygmatach sztucznej inteligencji, żeby się uspokoić.

W tym roku sam sobie kupił na święta jeden z pierwszych lispowych kompów – Maszynę Knighta. Oczywiście do wigilii nie wytrzymał, tylko już wczoraj ją rozpakował i postawił w dużym pokoju. Podłączył do trójfazówki, przebrał się w moro i siedział tak cały dzień w czapce z napisem DARPA, próbując zaprogramować syntezator kolęd, w którym każda pieśń jest leniwą sekwencją tonów zapisanych jako funkcje wyższego rzędu.

Gdyby mnie na długość ręki dopuścili w trybie r/w do wszystkich repozytoriów projektów w Lispach, to bym wziął i przepisał każdy w Cobolu.

Jak któregoś razu, jeszcze w podbazie czy gimbazie, miałem urodziny, to stary jako prezent wziął mnie ze sobą do muzeum techniki w drodze wyjątku, żebym zobaczył rzeźbę pierwszej listy jednokierunkowej zaimplementowanej w Common Lispie. Super prezent k###o.

Pojechaliśmy gdzieś wp###u za miasto, dochodzimy do budynku takiej opuszczonej hali produkcyjnej, a ojcu już się oczy świecą i oblizuje wargi podniecony. Rozłożył laptopa, podłączył się gdzieś takimi krokodylkami do analogowej linii telefonicznej i wybiera numer dostępowy na swoim Hayesie 9600. Lampki mrugają, w głośniczku pisk, jakby obdzierali ze skóry banana, który może krzyczeć, a ojciec loguje się do BBS-a, żeby z forum pobrać namiary na kolegę. Kolega miał specjalnie dla nas otworzyć to całe niby muzeum, do którego już nikt prawie nie chodzi, bo tam sam kurz i mnemoniki. Przez chwilę myślałem, że włączy mi kreskówkę, bo pojawił się duży napis Kermit, ale nie – on tym ściągał jakiś plik na lokalny komputer.

Po pięciu minutach mi się znudziło, więc włączyłem discmana, to mnie ojciec pie####nął stacją dysków po głowie, że w miejscu kultury trzeba okazać szacunek i że wielu z tych genialnych programistów, co tu są ich prace, oszalało. Jakoś mnie to nie zdziwiło. Wyszło na to, że dwie godziny musiałem siedzieć w bezruchu i patrzeć na kody ojca, jak w jakimś je###ym Guantanamo. Urodziny mam w listopadzie, więc jeszcze do tego było zimno jak sam sk#####yn.

Wspomniałem, że ojciec ma kolegę Mirka, z którym jeździ na bootcampty i hackatony. Kiedyś towarzyszem wypraw był, „hehe”, Zbyszek. Człowiek o kształcie piłki z wąsem i 365 dni w roku w koszulce z symbolem lambdy. Z tą lambdą na jego koszulce to jest jeszcze taka historia, że zapuścił się kiedyś na nocny wypad po knajpach i trafił na bojówkę nazioli. Dla nich symbol na jego T-Shircie miał całkiem inne znaczenie, więc zaczęli go zaczepiać. On zupełnie nie skumał, że ich intencją nie jest pogłębianie wiedzy i pierwsze, z czym wyjechał, to była cecha Lispów zwana homoikonicznością. Na tym zapis jego historii się kończy.

Zbyszek i mój ojciec byli prawie jak bracia. Przychodził z żoną Bożeną na wigilie do nas itd. Raz ojciec miał imieniny. Zbysio przyszedł na, „hehe”, kielicha. Naj###li się i oczywiście cały czas gadali o kodowaniu i o Lispach. Ja siedziałem u siebie w pokoju. W pewnym momencie zaczęli drzeć na siebie mordę, czy generalnie lepszy jest Common Lisp, czy Clojure.

WEŹ MNIE NIE WK####AJ ZBYCHU, WIDZIAŁEŚ TY KIEDYŚ JAKIE CLOJURE MA MAPY? CIACH I STAN CAŁEJ APKI W ARGUMENCIE DAJESZ!

K###A TADEK BEZ CONDITION/RESTART JAK W COMMON LISPIE, TO TEJ MAPY NIE ZDEBUGUJESZ, TWÓJ CLOJURE TO IM MOŻE BRUD Z PAZNOKCIÓW WYJADAĆ

CO TY MI O COMMON LISPIE PI######SZ, CIECIU ROZUMISZ, JAK LEDWO QUICKSORTA POTRAFISZ WYKLIKAĆ. CLOJURE TO JEST KRÓL LISPÓW, JAK EMACS JEST KRÓL EDYTORÓW

No i aż się zaczeli nak###iać – zapasy na dywanie w dużym pokoju – a ja z matką musieliśmy ich rodzielać. Od tego czasu zupełnie zerwali kontakt. W zeszłym roku zadzwoniła żona Zbysia, że Zbysio spadł z rowerka i zaprasza na pogrzeb. Odebrała akurat matka, złożyła kondolencje, odkłada słuchawkę i mówi o tym ojcu, a ojciec:

I bardzo k###a dobrze

Tak go za tego Common Lispa znienawidził.

Wspominałem też o arcywrogu mojego starego, czyli Polskiej Grupie Użytkowników Clojure (PGUC). Stała się ona kompletną obsesją ojca i jak np. w podcastach mówią, że gdzieś był znaleziony bug związany z bezpieczeństwem, to stary zawsze mamrocze pod nosem, że powinni w końcu coś o tych sk####synach z PGUC powiedzieć i o ich babolach w kodzie.

Gazety nielispowe też przestał czytać, bo miał ból dupy, że o polskich wydarzeniach dotyczących Clojure czy ClojureScriptu, ani o aferach w PGUC nic się nie pisze.

Szefem powiatowego koła PGUC w mojej okolicy jest niejaki pan Adam. Jest on dla starego uosobieniem całego zła wyrządzonego polskim projektom przez związek i ojciec przez wiele lat toczył z nim wojnę. Raz poszedł na jakieś zebranie, gdzie występował Adam i wrócił do domu z podartą koszulą, bo siłą go usuwali z sali – takie tam inby odp####lał.

Po klęsce w starciu fizycznym ze zbrojnym ramieniem PGUC ojciec rozpoczął partyzantkę internetową polegającą na szkalowaniu związku i Adama na forach i grupach dla programistów, np. na Clojure Poland czy Jak Będzie w Maszynie Turinga. Nap####lał na niego jakieś głupoty typu, że Adam był tajnym współpracownikiem UB, albo że go widział, jak imperatywnie kodował w PHP webowe zlecenie dla domu publicznego z Niemiec itd. Nie nauczyłem ojca into TOR więc skończyło się bagietami za szkalowanie i stary musiał zapłacić Adamowi 2000 zł.

Jak płacił, to przez tydzień w domu się nie dało żyć, ojciec ku##ił na przekupne sądy, PGUC, Adama i w ogóle na cały świat. Z jego pie###enia wynikało, że związek, jak jacyś masoni, rządzi całym krajem, pociąga za szurki i ma wszędzie układy i backdoory. Przeliczał też te 2000 na osobogodziny, które musiałby poświęcić na odrobienie tego, gdyby zawodowo programował w Clojure.

Jakoś w zeszłym roku stwierdził, że koniecznie musi mieć prywatną chmurę do tworzenia jezior danych, bo niby wypożyczanie za drogo wychodzi i wszyscy go chcą oszukać:

Synek, w dejta lejkach to się prawdziwe map-reduce robi! Tam jest żywioł!

Ale nie było go stać, ani nie miał szafy rackowej gdzie trzymać, a „hehe”, frajerem to on nie jest, żeby komuś płacić za przechowywanie, więc zgadał się z jakimiś devopsami z okolicy, że kupią ze szrotu hosty na spółkę, one będą stały u jakiegoś Janusza – który ma dom, a nie mieszkanie w bloku jak my – w garażu przerobionym na serwerownię, no i będą się zasobami i rachunkami za prąd dzielić, albo puszczać tam coś, co wyklikają razem.

Na początku ta kooperatywa szła nawet nieźle, ale w któryś weekend ojciec się rozchorował i nie mógł z nimi procesować danych, więc miał o to olbrzymi ból dupy. Jeszcze ci jego koledzy dzwonili, że zapytania śmigają jak poje##ne, a rekurencyjne algorytmy czeszą wielowarstwowe, sztuczne sieci neuronowe jak druciana szczotka zardzewiałe żeberka od kaloryfera. Tak więc mój ojciec tylko leżał czerwony ze złości na kanapie i sapał z wk###ienia. Sytuację jeszcze pogarszało to, że nie miał na kogo zwalić winy, co zawsze robi. W końcu doszedł do wniosku, że to niesprawiedliwe, że oni to na produkcji puszczają bez niego, bo przecież po równo się zrzucali i w niedzielę wieczorem, jak te Janusze już wróciły z garażu, wyszedł nagle z domu.

Po godzinie wraca i mówi do mnie, że muszę mu pomóc z czymś przed domem. Wychodzę na zewnątrz, a tam nasz samochód z przyczepą i rackami pełnymi hostów. Pytam skąd on go wziął, a on mówi, że Januszowi zaj##ał z otwartego garażu, bo oni go oszukali i żebym łapał z nim szafy i wnosił do mieszkania. Na nic się zdało tłumaczenie, że zajmą cały duży pokój. Na szczęście pierwszy rack nie zmieścił się w drzwiach do klatki, więc stary stwierdził, że on te wszystkie hosty w obudowach przed domem zostawi.

Z użyciem jakichś łańcuchów i mojej kłódki od roweru przypiął szafy rackowe do latarni i zadowolony chce iść wracać do mieszkania, a tu nagle przyjeżdżają 2 samochody z Januszami współwłaścicielami, którzy domyślili się, gdzie ich własność może się znajdować. Zaczęła się nieziemska inba, bo Janusze drą mordy dlaczego hosty ukradł i że ma oddawać, a ojciec się drze, że oni go oszukali i on 500 zł się składał, a nie korzystał w ten weekend. Ja starałem się załagodzić sytuację, żeby ojciec od nich nie dostał wp#####lu, bo było blisko.

Po kilkunastu minutach sytuacja wyglądała tak:

– Mój ojciec leży na ziemi, kurczowo trzyma się przyczepy i krzyczy, że nie odda.

– Janusze krzyczą, że ma oddawać.

– Jeden Janusz ma rozj###ny nos, bo próbował leżącego ojca odciągnąć od szaf za nogę i dostał drugą nogą z kopa.

– Dwóch policjantów ciągnie ojca za nogi i mówi, że jedzie z nimi na komisariat bo pobił człowieka.

– We wszystkich oknach dookoła stoją sąsiedzi.

– Moja stara płacze i błaga ojca żeby zostawił szafy, a policjantów żeby go nie aresztowali.

– Ja: sigsegv.c.

W końcu policjanci oderwali starego od hostów. Ja podałem januszom kod do kłódki rowerowej i zabrali łódkę, rzucając wcześniej staremu 500zł i mówiąc, że nie ma już do farmy żadnego prawa i lepiej dla niego, żeby się nigdy na Necie nie spotkali. Matka ubłagała policjantów, żeby nie aresztowali ojca. Janusz co dostał w mordę butem powiedział, że on się nie będzie pie###lił z łażeniem po komisariatach i ma to w dupie, tylko ojca nie chce więcej widzieć.

Stary do tej pory robi z Januszami gównoburzę na grupach dla devopsów i start-upowców, np. SysOps / DevOps Polska czy Rozmowy o startupach, bo założyli tam specjalny temat, gdzie przestrzegali przed robieniem jakichkolwiek interesów z moim ojcem. Obserwowałem ten temat i widziałem jak mój ojciec nieudolnie porobił trollkonta:

Szczepan54

Liczba postów: 1

Ten temat założyli jacyś idioci! Znam użytkownika stary_anona od dawna
i to bardzo porządny człowiek i wspaniały koder!
Chcą go oczernić bo zazdroszczą udanych projektów!

Potem jeszcze używał tych trollkont do prześladowania niedawnych kolegów od data lake’a. Robił to nie tylko na grupach typowo branżowych, ale też licznych przyczółkach developerskich wannabesów, na których można nauczyć się robić CV czy portfolio, zanim nauczy się pisać programy.

Jak któryś z Januszy zakładał jakiś temat, to ojciec się tam wpi####lał na trollkoncie i np. pisał, ze ch###we struktury danych używa i widać, że nie umie funkcyjnie do tematu podchodzić. Lubił też coś przekleić z grup dla haskellowców, żeby jednego z drugim zawstydzić teorią kategorii, albo postraszyć monadami.

Z tych samych trollkont udzielał się w swoich tematach i kiedy na przykład wrzucał screenshoty ze składnią nowych języków dziedzinowych wymyślonych rzekomo przez sklikane w Clojure AI, to potem sam sobie odpowiadał:

Mega pomysłowe! Wyższy poziom makr! Widać, że doświadczony developer.

Potem się z tego cieszył i kazał oglądać mi i starej, jak go chwalą na forum. Nawet nie wiedział, że każdy jego tekst rozpoznaje po idiolekcie mikro-serwis matki stworzony w Rubym i Sinatrze, podpięty do webowego crawlera w Pythonie.

Jesteś w sekcji

comments powered by Disqus